Żar rósł, wzmagał się szybko, wkrótce stał się nie do wytrzymania. W południe wycieńczył ją tak, że rada nierada musiała zmienić kierunek marszu, by szukać cienia. Znalazła wreszcie osłonę: duży, podobny do grzyba głaz. Wpełzła pod niego. I wtedy zobaczyła przedmiot leżący pomiędzy kamieniami. Było to jadeitowe, wylizane do czysta pudełeczko po maści do rąk. Nie znalazła w sobie dość sił, by płakać. .
Rzekłszy chwyciła za szyję pana Makowieckiego, który właśnie. - Może tylko takie, że będą o was pisać w gazetach - mruknął ponuro DeLaura. Zastępca prokuratora uśmiechnął się wesoło.. Represje, jakie po tym nastąpiły, były na miarę obaw ekipy Denga, który kazał strzelać,. Ustawiał działa, w nocy rył pod ziemią jak kret, kopiąc pod. - Danuśka!.